Niektóre słowa mają ukryte nacechowanie. Przypomina to niedookreślony zapach, który czujemy w nieznanym pomieszczeniu. Wystrój może być neutralny, a meble wygodne, ale – z powodu tego zapachu – możemy poczuć się lepiej lub gorzej.
Słowa z nieprzyjemnym zapachem, wbrew naszej intencji, mogą kogoś urazić. Przekonał się o tym pewien ekspert z punktu informacyjnego.
- Oczywiście, już to pani tłumaczę – powiedział do przedsiębiorczyni, która poprosiła o doprecyzowanie kryteriów oceny projektów.
- Wolałabym, by mi to pan wyjaśnił – odparła kobieta z ironią. Prawdopodobnie poczuła się urażona użyciem czasownika „tłumaczyć”.
Skąd bierze się nieprzyjemne nacechowanie wyrazu „tłumaczyć”? Czy „wyjaśniać” ma przyjemniejszy odcień znaczeniowy? Za negatywne nacechowanie danego słowa odpowiadają konteksty, w których słowo to się pojawia. Ktoś się przecież tłumaczy, gdy zrobi coś złego. Ktoś inny tłumaczy coś z języka obcego albo przekłada urzędowy bełkot „z ichniego na nasze”.
Najsilniejsze negatywne skojarzenia wywołują powiedzenia i związki frazeologiczne. Mówi się przecież: „tłumaczyć coś komuś jak (chłop) krowie na rowie”. Czasownik „wyjaśniać” nie ma aż tak negatywnego obciążenia.